Pogoda Ducha.

Mam wolne… To znaczy jestem chory, leżę w łóżku i nie tyram. Więc mam wolne. Złości mnie taki stan, gdy nie mogę nic robić. Z drugiej strony, dawniej fajnie mi się pisało bloga. Lęk i głód alkoholowy kładł mnie do łóżka bardzo często a gotujące się myśli przelewałem właśnie tutaj. Blog był moim towarzyszem niedoli. Mogłem się tutaj wyrzygać z tego co mi zalega i robiłem to bardzo często. Taka autoterapia. Pisałem zresztą w próżnię. Nie reklamowałem bloga. Było to moje, dla mnie i tyle i pamiętam jak poczułem trochę wstydu, gdy zaczęły się pojawiać wejścia na liczniku. Pisałem o wypadku, o więzieniu i bałem się, że zostanę potępiony. Wahałem się. Może to usunąć ? Nie usunę swojej przeszłości. Cały ten syf był moim dziełem i tak już zostanie. Potem zacząłem poznawać uzależnionych. Kłamali jak ja kiedyś. Ukrywali wiele informacji o sobie. Mówili to, co dla nich wygodne, jednak wielu z nich dopuściło się równie haniebnych rzeczy. Szybko dotarło, że alkoholizm często czyni z człowieka przestępce. Jazda po alkoholu, wśród alkoholików to wręcz norma. Ja siedząc w krześle prowadzącego zajęcia i chciałem im wierzyć. Przecież przyjechali tu z własnej woli. Zapłacili za pobyt, więc niby dlaczego mają kłamać ? Wstyd – to pierwsze. Drugie to chęć przypodobania się prowadzącemu i grupie. Niestety… Ci którzy ukrywali prawdę, kłamali, lub pomijali ważne rzeczy – polegli. Wszyscy – bez wyjątków. Pokazywali moc, a byli słabi. Jeśli zamkniesz się na prawdę o sobie – nie masz szans. W życiu codziennym jednak, w prawdzie jest pewna pułapka. Czasami wchodziłem w posiadanie takich informacji, które przekazane dalej, budziły wrogość i nieufność. Cóż… Zacząłem uczyć się milczenia. Nie pamiętam czyje to powiedzenie ale brzmi ono mniej więcej tak – gdy znasz prawdę o jeden dzień szybciej od wszystkich, to przez ten jeden dzień jesteś uważany za głupca. Ja, ze swoją naiwnością, popisałem się nie raz, chcąc ratować sytuację. Mówię co wiem i jeb…. dostaję kopa…. Nie raz… Doszło to tego, że sugerowano mi zaprzestanie pisania bloga. Wściekłem się. Tak… Wtedy się wściekłem na całego. Po czasie okazało się że pijaczyna przypuszcza atak na bloga, za pośrednictwem innych osób ze strachu, przed tym co mogę napisać. Wtedy zrobiłem duży krok do tyłu…. Nawet nie do tyłu. Do góry. Popatrzyłem na to wszystko, co robię z góry. Wywaliłem fejsa, zablokowałem dużą część kontaktów. Zgorzkniałem. Poczułem się skarcony za prawdę. Nie po raz pierwszy. Teraz jednak oceniam te wydarzenia za przełomowe i dobre. Życie w otoczeniu uzależnionych wymaga jednak dobrego wyczucia i balansu. Trzeba zachować duży dystans do chorych. Szczególnie gdy kręcą i zapijają. Wracając do tematu samoleczenia – tutaj prawda jest ważna. Jednak musi to być moja prawda, do której sam dojrzeję. Już mi kilka razy wmawiano kim jestem i co powinienem a czego nie. Mam to gdzieś. Idę swoją drogą. Zrobię wszystko, co będę mógł, żeby utrzymać się wśród trzeźwo myślących ludzi, choć jak już kiedyś wspomniałem – zawiodłem się na trzeźwieniu. Z pewnej perspektywy srogo się zawiodłem. Zdziwieni ? To wytłumaczę. To ja siebie zawiodłem, bo zbyt wiele sam sobie obiecałem i zbyt wiele obiecano mi. „Tylko nie pij a wszystko będzie dobrze” to jest największe kłamstwo, opowiadane alkoholikom. Nie będzie wszystko dobrze. Będzie się chciało jeść, pić, spać w środku dnia. Będzie przychodził smutek, pojawi się złość i będzie bolała głowa – nie wiadomo z czego. Będzie się śniło zimne piwo i ciężko będzie trzymać nerwy na wodzy. Będą potężne doły i czasy zwątpienia, ocierające się o myśli samobójcze. O tym nikt nie wspomniał. Tego nikt nie mówi osobom, chcącym się leczyć. Więc, żeby było powiedziane jasno – samo nic nie będzie dobrze. Z samego zaprzestania picia nic nie wynika, prócz tego, że organizm przestaje się demolować. Ja z pierwszego roku trzeźwienia nie wiele pamiętam. Ucieczki przed imprezami. Tłumaczenie znajomym że mam problem i nie chcę pić. Zawroty głowy, nieufność bliskich, błaganie o kolejną szansę, leżenie w łóżku… we własnym pocie i w dreszczach. Pamiętam też słowa psychiatry – Pan nie ma szans…. Tak…. statystycznie rzecz biorąc z takiego uzależnienia mieszanego się nie wychodzi. Szanse są co prawda… ale bliskie zera. Że ja jestem wredny i uparty, to te słowa mi bardzo pomogły…. Co kurwa ? Ja nie dam rady ? Ja !! ?? No… Jakoś nie ćpam i nie piję, choć za trzeźwego się nie uważam. Życie wcale nie stało się jakieś super lekkie. Z prostego powodu. Pojawiła się odpowiedzialność. Za swoje czyny, za rodzinę, za świadczone usługi. Wcześniej miałem to gdzieś. Zawsze „jakoś to będzie” i do przodu. Żadnych ambicji… tfu… ambicje były ale jakieś takie w stylu F. Kiepski… żadnego rozwoju a wręcz stopniowa degradacja. Teraz w wieku 40 lat rozwijam się i to boli, bo ten okres powinienem mieć już dawno za sobą. Już nie mam tyle sił co kiedyś. Moje zdrowie jest mocno zrypane a ciało zaczyna wrednie boleć tu i ówdzie. Zawiodłem się, bo zbyt dużo chciałem. Satysfakcji, szczęścia, kasy, zdrowia i tak dalej. Pisałem niedawno o tym, że w końcu dorastam do prostej rzeczy. W życiu nie ma być tylko dobrze. Normalnym jest, że wszystko się przeplata. Dobre dni z tymi złymi. Wydarzenia, które nas cieszą, z tymi, które próbują nas przybić do dna. I to jest życie. Nigdzie nie powiedziano, że ma to być pasmo nieustających sukcesów i niczym nie skrępowanej radości. My mamy z tym problem. My ogólnie – społeczeństwo, a my – alkoholicy szczególnie. Wielką wylęgarnią smutku i depresji są portale społecznościowe i media publiczne. Zdecydowana większość użytkowników usiłuje kreować swój wizerunek, jako godny naśladowania, pełen wzlotów i super wydarzeń. Oczywiście wszystko, co niemiłe, jest pomijane. W ten sposób inni ludzie czują się gorsi. Media też sugerują nam pewne style bycia, sposoby życia i kreują pożądanie luksusu. Ludzie mniej zamożni z automatu czują się tutaj gorsi. Oczywiście nie wszyscy, ale jednak. Wrócę do alkoholików. My mamy uwielbienie do tragedii. Do tragedii, które sami nakręcamy. Mechanizm jest banalny. Potrzebujemy pretekstu, by iść się napić. Przecież znamy dokładnie działanie alkoholu. Staniemy się wyluzowani. Poczujemy siłę do dalszej pracy. Powstanie zaraz masa pomysłów i wizje…. Ups…. Rano wszystko się rozsypie… Ale my i tak podświadomie będziemy szukać jakiejś „tragedii”. Byle tylko sobie w końcu pozwolić. Mi żyje się znacznie łatwiej, odkąd traktuję porażki i inne „smutki” jako normalną część życia. Pewnie, że nie raz jeszcze mi się zdarza popłynąć w stronę głodu, ale to wymaga czasu i ćwiczenia własnych reakcji. Oj kurde… ale mi się z nosa leje…. Kończę na dziś… Pora na drzemkę.

Pogody ducha Wam życzę.

Spread the love
  • 6
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  
    6
    Udostępnienia

1 Comment

  • Magdalena Bogalecka

    Luty 21, 2019 at 4:39 pm Odpowiedz

    Michal, twoj blog jest niesamowity. Straszne rzeczy sie w Twoim zyciu wydarzyly, z twojej winy rowniez. Jednak nie wypierasz sie ich, podniosles sie z bagna, a do tego potrzeba duzej odwagi, sily i charakteru. Kiedykolwiek znow bedziesz w depresji, pomysl sobie (choc to marna pociecha), ze po drugiej stronie monitora siedzi przynajmniej jeden czlowiek, ktory wszystko co zrobiles w ostatnich latach podziwia, docenia i to sie raczej nie zmieni:) moja rodzina jest mocno naznaczona alkoholem i w twoim blogu znalazlam pocieszenie, wskazowki jak postepowac, a przede wszystkim – nadzieje. Trzymaj sie w gorszych czasach i nie zapominaj swoich sukcesow po tym calym g…nie. Sciskam cie mocno, Magda

Post a Comment