Szczęśliwego nowego ?? Naprawdę ?

Dawno nie było wpisu… Jak zawsze brak czasu. Dziś mam fuksa. Moja młoda zasnęła szybko, więc jest szansa, że coś powstanie. Nie raz dziesiątki tematów mi się przez głowę przewija podczas pracy na warsztacie a potem siadam do kompa i… pusto… ale 🙂

Zacząłem wielki eksperyment, który albo potwierdzi moje założenia albo nie. Nie zdradzę szczegółów, podam tylko datę rozpoczęcia i zakończenia. Zaczął się dzień przed wigilią Bożego Narodzenia 2018 roku i zakończy się w ten sam dzień w roku 2023 – jeśli dożyję. Tego dnia też podam wyniki. Póki co jeden zero dla mnie, więc jest ok. Co jakiś czas wspomnę o postępach… To było tak na marginesie.

Teraz najnowsze odkrycia – tak proste, że aż śmieszne i do teraz nie mogę się nadziwić, że wpadłem na to po tak długim czasie. Ze dwa tygodnie temu w rozmowie z bliską osobą napisałem coś trywialnego. Mój głód to w 90% złość, w 5 smutek i w 5 radość. Ot tak palnąłem… całą prawdę. Życzenie „pogody ducha” nagle nabrało nowego, wielkiego sensu. Desiderata Ehermana też pojawiła się w nowym świetle. Metoda HALT również… ale po kolei…

Zarówno po papierosy, jak i po inne używki (pepsi, słodycze, tłuste, ostre… ) sięgam z wielkim apetytem w stanach, które odbiegają od równowagi, czyli gdy jestem pobudzony złością, ( w złości zawarłem frustrację, irytację, wstyd z powodu niepowodzeń itp ) smutkiem ( ciężko być pobudzonym smutkiem ? Nie do końca… gdy jest mi smutno chcę to zmienić, więc działam – czasami bezsensownie ale jednak ), lub radością ( najbardziej obawiam się bezpodstawnej radości – głupawki – po niej zawsze przychodzi dołek – zwykłe rozchwianie emocjonalne ). Bezsensowne sięganie po używki to objaw głodu. Nie powiem alkoholowego. Po prostu głodu czegoś. Uczucie braku czegoś bliżej nieokreślonego. Jakbym chciał tymi używkami poprawić rzeczywistość. Jakby wypalenie kolejnego papierosa miało cokolwiek zmienić. Jakby tabliczka czekolady miała mi osłodzić piekiełko, które sam sobie funduję… Sam ?? Tak sam…

Zdecydowanie najwięcej huśtawek mam na własne życzenie. Bo nie dbam o HALT. Czy myślicie że HALT jest dla alkoholików ? Nie. Jest dla wszystkich ludzi. Kto chce być głodny, zły, samotny czy zmęczony ? Nikt… Ja tymczasem wożę się na huśtawce. Odpocznę trochę, łapię wiatr w żagle i dawaj w wir pracy. Często łapałem się na tym, że chcę wynagrodzić bliskim lata biedy. Robię tak dużo, jakbym chciał nadrobić wszystkie stracone lata. Wstaję o 6 a chodzę spać po północy, niemal bez przerwy coś robiąc. Kilka takich dni i zaczynam czuć się źle. Drażni mnie coraz więcej drobiazgów. Żona, jak to żona z długim stażem, nie raz coś walnie żeby dogryźć. Gdy jestem silny, wypoczęty i mam wewnątrz spokój, to mnie to nie rusza. Chwilę pomarudzę pod nosem i idę robić swoje. Gdy jednak jestem słaby, zmęczony, obolały… wszystko wkur.ia … Wtedy to, bardzo łatwo mi interpretować otoczenie jako wrogie… i się pogrążać…. Pojawia się irytacja, smutek, frustracja, złość, wściekłość… i oczywiście pragnienie, by szybko się tego stanu pozbyć…. Metodę przecież dobrze znam… Stop… 🙂 już nie… Znałem… to właściwa forma. Buteleczka z panaceum na życie. Dziś pada proste pytanie… Wypijesz i co potem ? To samo… Więc alkohol odpada w przedbiegach, mimo to że chora głowa nadal go podrzuca jako „rozwiązanie”. Dobrze, że mam z kim pogadać w takich chwilach i dziękuję każdemu za wysłuchanie z tego miejsca. Niemniej jednak takie moje dołki zawsze kończą się snem. Ze zmęczenia…. Tak… padam ze zmęczenia i zasypiam w ciągu dnia. Zmęczenia pierwotnego ( czyli tego, które doprowadziło do całej sytuacji) i wtórnego ( spowodowanego napięciem i stresem związanym ze złością, frustracją … itp ). Padam, śpię, wstaję inny. Drapię się po jajach i myślę… no kur… znowu…. Znowu myślałem że przeniosę górę sam w piętnaście minut. Otrzepuję się, liżę rany… przepraszam tych, którzy musieli słuchać moich wynurzeń… wstydzę się nieco…. i wracam do roboty…. i znowu się zaczyna… ło… ło – bo koniec z tym. Nałożyłem sobie ograniczenie czasowe na prace. Do 19 kończę, cokolwiek by się nie działo. W weekendy znacznie krócej. Nie stracę na tym, bo wypoczęty będę w stanie robić znacznie więcej w krótszym czasie. Pora dbać o siebie bardziej.

Szczęśliwego Nowego…. Nie chcę. Powiem Wam, że patrzę na reklamy, na te uśmiechnięte mordy z okładek, z reklam internetowych i mam to gdzieś. Mam gdzieś to sprzedajne szczęście. Chcę spokoju. Patrzę na czterdziestoletni głośnik, który kilka dni temu leżał rozbity na części pierwsze, a teraz leży na biurku cały i wygląda jak ze sklepu. Patrzę jak moja malutka córcia uczy się mozolnie operować długopisem. Patrzę jak za oknem pojawiają się płatki śniegu i jak dzieciaki w sąsiedztwie zjeżdżają na sankach z górki… i jest mi dobrze. Zapalę w piecu, zjem ciepły obiad… i jest mi dobrze. Czuję spokój. To nie kolorowe szczęście z reklam. To ja poskładałem drzewo i kupiłem węgiel. To ja karmię i przewijam dziecko. To moja praca. Moje szczęście to nie portale społecznościowe, gdzie każdy chce pokazać jak zajebiście wygląda, gdzie spędził wakacje i jakie ma super życie. Moje prawdziwe szczęście to czysta pościel w której leżę teraz i główka Jagody oparta o moje ramię. To cały zbiór drobiazgów, które sprawiają, że właściwie mam wszystko o czym kiedyś marzyłem. Szkoda tylko, że gdy zaniedbam siebie, całe to piękno znika mi z oczu. Cóż… opornie się uczę szanować samego siebie…. ale uczę się .

Dobra.. późno się robi… Pora spać. 🙂

Pogody ducha życzę Wam wszystkim.

PS. Nadal mam uczulenie na „myślenie odmienne”. Jeśli wierzysz, że szczepionki wywołują autyzm, Ziemia jest płaska i tym podobne – błagam nie pisz do mnie. Idź sobie szerzyć swoją wiarę gdzieś indziej. Tutaj zrozumienia nie znajdziesz. Co najwyżej politowanie i to jak będę w dobrym nastroju. W złym dostaniesz całą górkę brzydkich słów.

Pozdrawiam

Michał

Spread the love
  • 3
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  
    3
    Udostępnienia

1 Comment

  • Inga

    Styczeń 25, 2019 at 7:36 pm Odpowiedz

    Piękne słowa, i po cóż więcej. Wiele dobrego dla Was.

Post a Comment