2018 … podsumowanie.

„Zniknąłem” z bloga na długi czas. Był bardzo trudny. Z jednej strony się cieszę, bo moja firma się rozwija i coraz więcej osób docenia moją pracę. Z drugiej – jestem zmęczony i przepracowany. Całą metodę HALT diabli wzięli przez ten czas. O dziwo udało się w miarę zachować spokój i dobrnąć do końca pracy bez większych ekscesów. Nie pisałem a powód jest prozaiczny. W domu utrwalił się pewien rytuał, który zwyczajnie uniemożliwił mi pisanie. Gdy już mam wolną chwilę wieczorem, dopada mnie moja młodsza i „tata baje…. tym !!” Czyli tato ma wziąć komputer i puścić baje na nim. Tak zasypia każdego dnia Jagoda a bywa tak, że ja zasnę przed nią :). Kiedyś ponoć spała we włączonym laptopie, na klawiaturze.

Dużo się działo w minionych tygodniach. Mój ojciec popłynął całkiem i właściwie nie ma z nim kontaktu do tej pory. Źle to na mnie działa. Gdy go odwiedzałem, wracałem smutny, zły, rozdrażniony i w poczuciu niemocy. Mimo, że wiem jak działa choroba, to ciągle chodzi mi po głowie – czego on chce. Ma wszystko, co do życia potrzebne… Tylko nie w tym rzecz…. Nadal uważa, że terapia to jakieś czary mary i nadal bredzi o tym, że sam sobie poradzi… Ja jestem tym zmęczony…. Po raz kolejny wychodzi oczywista prawda…. Nie pomożesz nikomu, kto tego nie chce. Kropka.

Ja kończę rok na plusie. Szybko zleciał i był pełen wzlotów i potężnych gleb. Nie dałem rady bez leków przeciw depresji. Musiałem na wiosnę do nich wrócić. Zapiłem w maju potężnie i to przelało czarę. Zdecydowanie wolę leki od alkoholu. Powolutku uczę się myśleć o sobie dobrze…. Dobrze, to może zbyt wiele… Normalnie. Przez lata grałem gościa, który jest alfą i omegą a w środku czułem się nikim. Teraz wiem, że wielu rzeczy nie wiem i nowość – nie chcę wiedzieć. Wiosną padła decyzja, by pogłębiać umiejętności związane z wykonywanymi usługami i nie pchać się w nic innego. Zrezygnowałem ostatecznie z planów studiów terapeutycznych. Nie nadaję się do tego zupełnie…. hmm…. nie zupełnie, ale pojąłem w czym rzecz. To też tegoroczne odkrycie. Jestem stuprocentowym introwertykiem. Dobrze się czuję ze sobą i w bardzo wąskim gronie ludzi, którym ufam, kocham, szanuję…. Z tego jasno wynika, że praca z grupami jest dla mnie ciężkim wyzwaniem. Brak mi tego czasami, ale stale robić tego bym nie chciał. Odkrycie jest o tyle ciekawe, że zawsze usiłowałem brylować, w każdym towarzystwie. Do teraz ta maniera się odzywa, ale coraz rzadziej. Chętniej słucham już niż mówię… No chyba, że ktoś bredzi od rzeczy – tego nadal nie potrafię znieść….

Kilka osób definitywnie pożegnałem – jedną nawet wczoraj… Uznałem, że nie mam siły zmagać się z kimś, kto jest do końca fałszywy i dla wódki kasuje każdą znajomość. Nagle mnie olśniło w tej kwestii. Przez większość życia szukałem poklasku i ciągłych potwierdzeń, że jestem w porządku. Fatalne zachowanie ojca sprawiło, że ciągle czułem się gorszy. Nie od kogoś, nie od czegoś, ale gorszy… Szukałem więc potwierdzenia, że tak nie jest i niemal chciałem je na innych wymuszać. Przez to uzależniałem się od ludzi i ich opinii. Teraz mam je całkiem głęboko…. tam gdzie brzydko pachnie. Nie potrzebuję blasku i niczyjej aprobaty. W dziurawych spodniach jeżdżę na zakupy i nie przejmuję się swoim wizerunkiem. Znalazłem w końcu „miłość swojego życia”. Znalazłem cel. Całkiem liczne cele nawet. Zdarza mi się jeszcze popaść w chwilowy chaos, ale chwilowy. Szybko reaguję i sprzątam po sobie. Wziąłem też do ręki planer i nie rozstaję się z nim. Nie tworzę bardzo szczegółowych planów, ale zapisuje codziennie listę rzeczy do zrobienia. Zaoszczędzam na tym dużo czasu. Gdy wchodzę na warsztat pogrążony w depresji i niemocy, ta lista mówi mi jasno co mam do zrobienia. Gdy pod wieczór docieram do końca listy, smutek mija. Zastępuje go spokój i coraz pewniejszy głos – dam radę….

Żal mi biegania. Dobrze mi szło, ale moje stopy nie wytrzymały ciężaru i do tej pory mam problemy z piętami. Na szczęście waga nie wróciła do szalonego poziomu, a dzięki kolejnemu odkryciu i wyniki badań krwi się poprawiły. Wpadłem kiedyś na artykuł o depresji, gdzie lekarz dodał, że osoby z depresją często cierpią na choroby układu krwionośnego i otyłość z powodu zbyt niskiego poziomu l-karnityny. Suplementacja zdziałała cuda jak chodzi o poziom trójglicerydów, cholesterol itp. Po cichu liczę na to, że stopy się zagoją a wiosną znowu wróci motywacja do biegania. Ten krótki czas, gdy zostawiałem za sobą kolejne kilometry… bardzo miło go wspominam.

Co najmniej kilka razy „rozwodziłem się”… Tak – trudny czas pod względem relacji w domu. Jagódka stała się bardzo absorbująca i dochodziło coraz więcej pracy. Na domiar złego, coraz gorsze samopoczucie małżonki odbiło się na całej rodzinie. Traciłem wiarę w to, że może jeszcze kiedyś być między nami dobrze…. W końcu musiałem odpuścić. Pojąłem, że zmagam się z czymś na co nie mam wpływu. Każda sprzeczka kończyła się głodem alkoholowym, a tego mi nie trzeba, więc coraz częściej zwyczajnie odpuszczałem swoje racje i potrzeby. Ani myślę, co będzie dalej. Uczę się robić swoje, niezależnie od tego, co dzieje się w domu. Wypicie alkoholu przecież nic nie zmieni. Wypiję tą flaszkę i co potem ? Żonie poprawi się zdrowie ? Będzie miała lepszy nastrój ? A może mi się polepszy ? Kasy mi przybędzie ? Ból w nogach przejdzie ? Nic z tego. Nie zmieni się nic… Nic po za tym, że stracę zaufanie i będzie mnie bolał łeb… Nie mówiąc już o tym, że znacznie wzrośnie ryzyko powrotu do regularnego picia. Póki co więc nie rozwodzę się, pracuję nad rozwojem swojego przedsięwzięcia i jest mi z tym dobrze. Już nie wołam o pomoc…. Raczej proszę by mi nie przeszkadzać i to wystarcza.

Przepadło też zaufanie do pewnych osób, które miałem za niemal nieskazitelne. Przepadło na zawsze i trudno, nie wróci już. Nie będę wchodził w żadne szczegóły – bo po co ? 🙂 Kładę laskę na to. Nie potrzebuję ich. Rozprawiłem się przy okazji z bardzo starą znajomością, z której rozpadem nie mogłem się przez lata pogodzić. Gdy spojrzałem trzeźwiejszym okiem na całą sprawę… niemal popłakałem się… ze śmiechu. Odpuściłem i zamknąłem sprawę. Nie wracam do tego. Kilka lat temu przeczytałem o podświadomości, która po cichu ostrzega ludzi przed zbliżającym się zagrożeniem. Obecnie, dość wyraźnie to czuję i przypomniałem sobie wiele sytuacji, w których za uszami słyszałem – nie zadawaj się z tym człowiekiem. Odpuść sobie tą znajomość…. Nie słuchałem… bo przecież szukałem i wszędzie widziałem samych „przyjaciół”… Potem raz za razem sprawdzały się ostrzeżenia. Teraz kompromisów nie będzie…

Czy to był udany rok ? Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Pod wieloma względami tak i pod równie wieloma nie… Co to oznacza ? Że był normalny. Często ludzie narzekają… Czy nie może być lepiej ? Pewnie że może…. Ale może być też gorzej. Utkwiło mi w głowie pewne opowiadanie…. W biurze, jeden z pracowników cały czas ma problemy z komputerem. Coś nawala, coś nie działa, awaria za awarią…. W końcu zrozpaczony woła: Dlaczego ja ??!! Na co jego kolega, z biurka obok, ze spokojem odpowiada pytaniem: A dlaczego nie ty ??? Równie dobrze może mnie spotkać coś złego jak i dobrego. Mogę wyjść z domu do sklepu i już nie wrócić, lecz mogę też wrócić np…. bogaty…. wygrać na loterii…. W życiu wszystko może się zdarzyć i nigdzie nie jest powiedziane, że musi mi ono przynosić chwałę i radość każdego dnia. Tak samo naturalne są dobre, jak i złe wydarzenia. …. Więc to był normalny rok.

Plany na kolejny ? Nie mam ich zbyt wiele. Uznałem, że robienie dalekosiężnych planów ociera się o masochizm, a im więcej szczegółów zaplanuję tym więcej batów może wylądować na moich plecach. Sytuacja w moim życiu rozwija się bowiem tak dynamicznie, że ciągle musiałbym coś korygować, lub odpuszczać, co szybko podpowiedziałoby mi, że znowu mam porażkę. Skupiam się więc na tu i teraz. Po co mam się złościć np. 15 kwietnia, że o godzinie dwunastej piętnaście nie zjadłem pierogów, bo akurat ich zabrakło ? Zamiast misternie planować coś, czego jeszcze nie mam …. przytulam dzieci i cieszę się tym co mam.

Pogody ducha moi drodzy.

Pozdrawiam

Michał

Spread the love
  • 7
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  
    7
    Udostępnienia

2 komentarze

  • Agnieszka

    Grudzień 30, 2018 at 9:51 pm Odpowiedz

    Musze znow wrocic do czytania bloga – troche mi Twoich przemyslen brakowalo…pozdr Cie Michal

  • Piotr

    Styczeń 11, 2019 at 8:35 pm Odpowiedz

    Super że u Ciebie wszystko dobrze:-)
    Ale jak zauważyłeś jest tu nas co dzień coraz więcej napisz coś dla nas proszę.

    Piotr

Post a Reply to Agnieszka Cancel Reply