Lęki

Zaczął się sezon na panele 🙂 czyli mało kiedy opuszczam warsztat teraz.  Jest tyle pracy, że z trudem ogarniam wszystko. W miniony weekend przeżyłem coś… coś niezwykłego… Wycinkę drzew. Co w tym niezwykłego, można zapytać. Świerki, mające prawie 40 lat, stojące pomiędzy domkami letniskowymi. Bez szans żeby położyć je w całości, nie niszcząc czegoś. Kilku drwali z Bieszczad oglądało to i każdy kazał coś rozbierać, demontować schody, daszek, latarnie…  No i życzyli sobie nie małych pieniędzy za samo położenie drzew. Ja za to ciągle słuchałem, że trzeba to wyciąć, bo się nam na domek zwali… Co jest cenniejszego dla faceta… alkoholika, niż legendarny święty spokój ? Chyba nie wiele, więc postanowiłem sam je wyciąć, ale od góry. Czekała mnie więc wspinaczka z uprzężą na szczyty, ścinanie po drodze gałęzi, wiązanie lin i powalanie drzewa po kawałku, od szczytu w dół. Pilarką operuję bardzo sprawnie a stosowne szkolenie przeszedłem… ponad dwadzieścia lat temu ( kurde stary się robię ). No i nie robiłem tego nigdy w ten sposób sam… Teraz historia z alkoholem. Zanim zacząłem pić, nie miałem żadnych fobii i lęków. Przez lata picia rozwinąłem ich aż zbyt dużo. Lęk przed wysiłkiem fizycznym na trzeźwo – wyobraźcie sobie, że w podczas pierwszych rozgrywanych biegów maratońskich na trasie podawano alkohol. Ja bez napicia się, do fizycznej pracy nie stawałem. Bałem się, że umrę – tak, dobrze widzicie, że umrę, jeśli nie napiję się przed ostrym zasuwem. Lęk wysokości – rozwinął się bardzo mocno i nie ważne czy na trzeźwo, czy byłem pijany, na wysokościach czułem się fatalnie.  Gdy malowałem dom na rusztowaniu, cały czas bałem się, że spadnę. Z trudem balansowałem, gdy tylko rusztowanie nieco się zachwiało. Każde zejście na ziemię miałem ochotę celebrować gestem papieskim… na kolana i całować grunt pod nogami. Lęk przed podejmowaniem ryzyka. Gdy byłem pijany, fantazjowałem ile to ja jeszcze w życiu nie dokonam, komu to ja jeszcze nie „pokażę” na co mnie stać… Na trzeźwo… drżący pokurcz… Gra komputerowa, telewizor i „dajcie mi spokój”. Lęk przed odbieraniem nieznanych telefonów i dzwonieniem do kogokolwiek. Tak, wiem – absurd ? Nie dla mnie. Introwertyzm na całego, ale tylko gdy byłem trzeźwy. Pijany dzwoniłem gdzie tylko mogłem. Wiele razy siadałem na ławce pod jakimś blokiem i przeglądałem listę kontaktów. Kto odbierze ? Z kim chciałbym pogadać ? Dzwoniłem i pieprzyłem głupoty przez całe godziny. Na trzeźwo a szczególnie na kacu, dzwonek telefonu mnie przerażał. Chciałem być sam…. Tych lęków było wiele, ale wspominam o nich dzisiaj nie bez przyczyny. Miałem ściąć drzewa.

Wymagało to ciężkiej fizycznej pracy… na wysokości… Podejmowania trudnych decyzji bardzo szybko… Wymagało zorganizowania grupy ludzi do pomocy, specjalistycznego sprzętu i niejako dowodzenia przebiegiem całej operacji. Chciałem to zrobić z dwóch powodów. „Święty spokój” – czyli nie słuchać dłużej, że drzewo za chwilę spadnie na domek i drugi powód – czyli własne ograniczenia. Gdy przyjechałem na miejsce i spojrzałem na drzewa… 5 pięter… lekko. Od dołu wygolone gałęzie na jakieś 5 metrów, więc drabina… Na taśmie przy pasie przypięta pilarka, uprzednio rozgrzana, żeby się nie szarpać. Dwa pasy, które na przemian odpinałem, gdy przechodziłem wyżej. obcinałem gałęzie, zostawiając po dwadzieścia centymetrów, by po kikutach iść wyżej. Piętro po piętrze. wycięcie każdej korony było ogromnym wysiłkiem, po którym dyszałem ciężko. Chwila odpoczynku, odpinam pas i przechodzę wyżej. Odpinam drugi i zapinam jeszcze wyżej. Podciągam piłę, sprawdzam czy mam włączony hamulec i odpalam. Zwalniam hamulec i tnę gałęzie wokół. Zaciągam hamulec, wyłączam piłę, opuszczam ją w dół, odpoczywam i wchodzę dalej. Po jakimś czasie spoglądam w dół i widzę, że jest daleko. Mija kilka sekund zanim ścięta gałąź ze świstem opadnie w dół. Nie czuję lęku. Czuję strach – tylko głupi by się nie bał, ale to nie lęk. Działam racjonalnie. Krok, po kroku coraz wyżej. W końcu przychodzi ten moment. Odwieszam pilarkę na gałęzi i wchodzę kilka metrów wyżej, by zawiązać linę. Na dole mój ojciec i teść naprężają ją powoli. Wycinam klin i patrzę czy jest pod kątem prostym do liny. Musi polecieć we właściwym  kierunku. To drzewo jest ćwiczeniem. Mimo że większe od drugiego, to mam pole o kącie około 80 stopni, w które mogę wycelować spadający, około siedmiometrowy wierzchołek. Zaciągam hamulec i wołam by napięli mocno linę. W myślach się przeżegnałem. Widziałem jak piła zagłębia się w drzewo a potem jak rozszerza się szczelina. Hamulec, wyłączenie pilarki i szybki unik. Trzask, i rezonans całego pnia. Patrzę z góry jak wierzchołek leci. Dokładnie tam, gdzie powinien. Ulga… serce wali… rozpiera je duma i radość… Czuję drżenie. Na dole dwaj ojcowie cieszą się, że jest dobrze, a ja zaczynam schodzić w dół, ścinając po dwa metry pnia i strącając je. Jestem zmęczony ale cholernie dumny.  Zjedliśmy szybki posiłek i nadszedł czas na kolejne drzewo. Brakowało mi drabiny by dojść do konarów, więc wkręcałem grube śruby, po których szedłem do góry. Poszło szybko, bo drzewo mniejsze ale tutaj nie mogłem się pomylić. Miałem około 15 stopni pola, w które mogłem zrzucić czubek. Gdy mi się to udało, byłem mokry od potu i cały w trocinach, ale morda mi się cieszyła na całego. Poszło….  Dziadki pytali mnie  wcześniej kilka razy czy dam radę. Odpowiadałem, że wiem jak to zrobić i myślę że tak, ale dodawałem też, że w razie kłopotów się wycofam i byłem na to gotowy. Chciałem się sprawdzić, ale nie narażać. Były takie chwile na górze, gdy rozważałem zejście. Czasami liny mi się tak plątały, że ledwo byłem w stanie się utrzymać jedną ręką a drugą manewrować przy nich. Przez cały czas jednak byłem bezpieczny i przypięty do drzewa.  Gdy zszedłem na dół pomyślałem sobie – tak stary… wszystkie ograniczenia stwarzasz sobie sam. Tyle zrobisz na ile Ci głowa pozwoli. Trzeźwa głowa pozwala na coraz więcej. Szkoda tylko, że ciało czasami już nie chce współpracować, ale i na to jeszcze przyjdzie czas.

 

Pogody ducha życzę i pozdrawiam serdecznie

Michał

Spread the love
  • 5
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  
    5
    Udostępnienia

2 komentarze

  • SEBEK

    Grudzień 25, 2018 at 10:34 am Odpowiedz

    Napisze Pan kolejną dawke motywacji, lub przestroge stawiającą do pionu.

  • Ehh

    Styczeń 8, 2019 at 9:34 pm Odpowiedz

    Dawno nie było nowego wpisu…

Post a Comment