Spirala złudzeń.

Wczoraj, przez kilka godzin usiłowałem wytłumaczyć uzależnionej osobie, że wymyśla sobie powody do picia. Na próżno. Nie było szans by się przebić. Uznała, że ma w życiu tak źle, że nie da rady trzeźwieć. Znamy się drugi rok i ten schemat zachowania poznałem u niej aż za dobrze. Dla mnie wygląda on tak: oo mam kamyk w bucie – ale mnie gniecie… muszę się napić. Dla niej natomiast wygląda to tak: znowu kara od losu ! przeklęty kamień w bucie ! co ja teraz zrobię ! będę cierpieć ! dlaczego mnie to spotyka !? i jak to boli !! idę pić !!  Nie szuka rozwiązania, nie zdejmie buta, nie wywali kamienia, będzie tak chodziła, żeby ją bolało – bo to jest wygodne dla nałogu.  Możecie pomyśleć, że przeginam, ale nie, wcale nie.  Opowiem Wam jak powstaje spirala złudzeń alkoholika i dlaczego jest ona potrzebna, by kontynuować picie, czy branie narkotyków.

Wszyscy przeciw mnie !  Najczęściej tak się zaczyna. Gdy przeginam z piciem, moi bliscy zaczynają podnosić alarm. Najczęściej robią to nieumiejętnie i zwyczajnie mnie opieprzają, obrażają się, odmawiają uczuć, odsuwają się, zamiast zaproponować pomoc, ale ok – normalna, ludzka reakcja. Wyładowują złość i okazują niechęć. Co robię ja – alkoholik. Żalę się, że mnie nie lubią. Wywołuję u siebie smutek, frustrację, poczucie niesprawiedliwości. Ja przecież tak ich lubię, kocham a oni są przeciw mnie. Dlaczego mi to robią ?   Oczywiście jest to pretekst, by iść pić. Przecież ja cierpię !  Gdybym myślał trzeźwo, zauważyłbym, że to alkohol wywołał całą sytuację. Moja „miłość” zaś ogranicza się do słów, bo w czynach jej nie ma…  Jednak ja nie chcę tego widzieć. Te nieprzyjemne uczucia są mi potrzebne, by pić dalej. Moja żona przestaje się do mnie odzywać, a gdy to robi, to krzyczy, narzeka, marudzi, obraża się. Ja włączam mechanizmy iluzji i zaprzeczeń (MIZ) i mówię, że przecież wszyscy piją. Tłumaczę jej i sobie przede wszystkim, że wcale nie jestem jakimś pijakiem, tylko zwykłym facetem. Zupełnie nie rozumiem o co jej chodzi. Według mnie, ona stała się wredna i zła. Nie łączę tego z alkoholem, mimo że raz za razem słyszę od niej, że za dużo piję. MIZ działa a spirala się nakręca.

Straty. Zawaliłem termin i muszę się tłumaczyć. Wymyślam fikcyjne przyczyny opóźnienia, choć tak naprawdę piłem kilka dni i miałem gdzieś pracę…. Uczę się kłamać i jestem bardzo zadowolony, gdy uda mi się umiejętnie okłamać klienta…. Utwierdzam się w przekonaniu, że poradzę sobie w takich sytuacjach… tymczasem mam coraz mniej zleceń i nowy powód do narzekań. Na rząd, na urzędników, na konkurencję, na zarobki…. i znowu trzeba to zalać…. Złapali mnie za kierownicą „na kacu”. Przecież tylko kilka piw było wieczorem… !! Zabrali mi prawo jazdy – gnoje, sku…. !!! Ktoś na pewno na mnie doniósł ! Ludzie to świnie ! Co ja teraz zrobię ?! W końcu tracę swoją pracę. Przez donosicieli, policję, urzędy, rząd, konkurencję…. Tak przez nich wszystkich ! Nie przez siebie !!! Ja przecież uczciwie chciałem pracować ! Siedzę więc na zasiłku i liczę na ile mogę sobie pozwolić. Przeliczam pieniądze na papierosy i alkohol. Już nie stać mnie na restauracje. Czasami tylko zajrzę do osiedlowego baru. Tam jest jeszcze tanio, choć i tak dwa razy drożej niż w sklepie obok. Ten gnój, właściciel knajpy zdziera na ludziach górę forsy. Za jedno piwo u niego mam setkę wódki !  Nie mam więc pracy, nie mam prawa jazdy, piję co popadnie a wszystkim wokół mówię, jak bardzo skrzywdził mnie los. Oczywiście nie łączę logicznie faktów. Uważam że cały świat jest przeciwko mnie.

Równia pochyła. Według mnie cały świat sprzysiągł się przeciwko mnie. Dawni znajomi mnie unikają, rodzina właściwie się rozpadła. Wszyscy traktują mnie jak śmiecia. Gdy nie piję jest jeszcze gorzej. Szpiegują mnie ! Gdy tylko gdzieś wyjdę, zaraz dzwonią gdzie jestem i kiedy wrócę ! Warczą do mnie, ciągle czegoś chcą, ciągle im coś nie pasuje. Gdy mam gorszy dzień, jeszcze mnie podjudzają, że pić mi się chce ! Pracy nie mogę znaleźć. Co chwile mnie wyrzucają… nie znają się na ludziach ! Ciągle wspominam jakim byłem kiedyś sprawnym człowiekiem, jakie mam bogate doświadczenie i ciągle cierpię, bo przecież tyle mi się od życia należy a nie mam nic. Na dodatek psy mi sprawę zrobiły, bo sobie spokojnie spałem na ławce a oni mnie chcieli na wytrzeźwiałke zabrać….  że niby pobiłem funkcjonariusza.. na służbie… Żona złożyła pozew rozwodowy, a tak bardzo mi na niej zależy! To nic, że nie zarabiam, to nic że nie zajmuję się domem i dziećmi. To głupoty dla bab… a ja ich kocham ! Ta jędza pewnie ma kogoś ! Inaczej być nie może ! Nie sypia ze mną od kilku lat ! Musi mieć faceta ! Dzieci też nastawiła przeciwko mnie !

Życie w stercie złudzeń. Alkoholicy, narkomani, hazardziści… Wszelkiej maści nałogowcy, aby móc żyć w nałogu, nauczyli się kłamać. Po pierwsze, by uspokoić siebie – „inni też tak robią”, ” inni piją więcej”, „są gorsi ode mnie”, „to normalne”… Po drugie by ukryć się przed bliskimi, przełożonymi czy sąsiadami. Na początku na ogół się to udaje, jednak w miarę pogłębiania się uzależnienia, wszystko pryska. Iluzja pozostaje jedynie w głowie uzależnionego. Ledwo stojący na nogach pijaczyna z uporem maniaka twierdzi, że jest trzeźwy ! Co gorsze on w to wierzy !  Przyczyny swojego upadku widzi wszędzie wokół, lecz nie w sobie i w swoim zachowaniu. Nie wie o tym, lecz sam napędza własne cierpienie właśnie po to, by iść je potem zalać. Na grupach AA często się upraszcza to, mówiąc że złość to głód, smutek to głód, gniew to głód…. To uproszczenie służy osobom, które nie wnikają w głąb tego mechanizmu i zwyczajnie wierzą w taki przekaz. Ja to rozwinę. Złość, smutek, gniew nie muszą być głodem. Są nim wówczas, gdy wywołujemy je sami, dramatyzując i przesadnie reagując na napotkane w życiu przeszkody. Aktywnemu alkoholikowi na rękę są zarówno złe jak i dobre wydarzenia. Złe przekuje szybko w dramat i usprawiedliwi kolejne picie. Dobre są jeszcze lepsze – bo przecież okazje trzeba oblać !

Leczenie albo śmierć. Powtórzyłem to zdanie setki razy, dziesiątkom osób. Nie kłamałem a mimo to, uwierzyła mi garstka. Leczenie nałogu to nie jakaś tam kuracja. To sposób na życie. Zmienia się bardzo dużo rzeczy i na zawsze. To jest często bardzo trudne do zaakceptowania. Jak to nie chodzić na imprezy z alkoholem ? Jak unikać ciągle półek z wódką ? Jak ciągle odmawiać ? Gdzie znaleźć nowe, trzeźwe towarzystwo ? Czy to możliwe ? Jak mam żyć bez alkoholu ??  To jest przerażające na początku i bardzo trudne do zaakceptowania. Niestety wiele osób nie potrafi się przełamać i raz za razem powiela schemat. Wolą myśleć, że życie ich skrzywdziło. Znaleźli się w błędnym kole. Piję i mam kłopoty (przez picie ) więc piję, żeby nie cierpieć i mam więcej kłopotów… więc piję więcej, bo bardziej cierpię… Nie do przebicia wydaje się być ten mur złudzeń.

No dobra.. bo się późno robi a jutro też jest dzień.

Pogody ducha Wam życzę

Michał

 

Spread the love
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  
    8
    Udostępnienia

No Comments

Post a Comment