Wokół mnie.

Ludzie nie dają mi zapomnieć kim jestem. A może to ja nie daję sobie… Mam wyczulone „oko i ucho” na alkohol. Sklepy. Nie zdawałem sobie sprawy z tego jak wielu alkoholików mnie otacza. Wczoraj byłem w niewielkim sieciowym markecie spożywczym. W jednym czasie było tam pięć uzależnionych osób. Godzina 10 rano. Zbieram z półek, to co zawsze. Serek, pepsi bez cukru, wodę, ryby, bułki grahamki…. i ustawiam się w ogonku do kasy. Przede mną starszy mężczyzna. Wysoki, siwy, przygarbiony …. bardzo brudny…. W ręce jedno piwo…. Płaci szybko i wychodzi znikając za rogiem sklepu. Za nim dwóch młodszych w ubraniach roboczych. Koło trzydziestki…. Widać tatuaże, spuchnięte twarze i drżące dłonie. Dwa mocne piwa, sok, paczka papierosów… Oddają przed chwilą opróżnione butelki i biorą kolejne. Jeden skarży się, że go męczy i do trzeciej nie wyrobi… W tym czasie do sklepu wchodzi facet przed czterdziestką. Dobrze ubrany, zadbany, ale wyraźnie wystraszony… zdenerwowany. Ma mocno wypchany plecak i pyta ekspedientkę, czy może oddać butelki z piwa – 18 sztuk… Ekspedientka mówi, że chyba tak, ale zapyta Grzesia dla pewności. Grześ w tym czasie omawia zamówienie z przedstawicielem handlowym i nie może podejść. Na twarzy faceta maluje się panika. Czeka i nerwowo się rozgląda. Widać, że jest na głodzie i ledwo się trzyma. Spod długich rękawów kurtki widać drżące dłonie. HFA któremu skończyła się kasa. Pani obsługuje mnie, a człowiek z plecakiem nerwowo przestępuje z nogi na nogę. Jest małe zamieszanie i trochę schodzi mi przy kasie… może ze 3 minuty… Wraca starszy facet i kładzie na ladę pustą butelkę. Wychodzi bez słowa… Ten z plecakiem nie wytrzymuje i wychodzi szybko ze sklepu razem ze mną. Za rogiem stoi dwóch trzydziestolatków, z butelkami w rękach…. Dramat…  Oczywiście piątym byłem ja :P….  Poranki w sklepach spożywczych są takie wszędzie. Jeśli ktoś uważnie się przyjrzy szybko wyłapie, jak wiele osób ma problem z piciem.  Dzień pracujący i ktoś rano kupuje wódkę…. ok – wolno mu… Tylko po co mu pół litra i jeszcze dwie setki, które z miejsca wkłada do kieszeni ? Wracam do domu i często widzę świeże butelki pod płotami domów. Setki, dwusetki, czasami po winie. Mi wracają wspomnienia. Też tak robiłem. Największe marzenie o poranku… aby coś było w portfelu… i aby zdobyć kolejną butelczynę. Jak nie było kasy, to trzeba było iść na melinę. Znali mnie i wiedzieli, że zawsze oddaję, więc nie miałem problemu. Tylko, że oni często byli na Ukrainie i ciężko było trafić…. Bywało tak, że kac budził mnie nad ranem… po czwartej. Nie było szans by coś zdobyć. Została obrzydliwa woda z kranu i pot na czole. A potem, przed szóstą marsz do sklepu. Nogi mi drętwiały. Brakowało oddechu. Palce u rąk to piekły, to mrowiły… czasami traciłem w nich czucie… Tętno niemiarowe i uczucie sztywnienia całego ciała…. Gdy dochodziłem pod sklep ogarniała mnie panika. Panie z ladą nie są głupie. Doskonale wiedzą, że chleję… Wstydziłem się ale i bałem. Czy wystarczy… Czy bank zaakceptuje płatność kartą… Kilka minut do szóstej światło się świeciło, ale one nadal nie otwierały… Kląłem na nie pod nosem… Zdobyć, wypić….  Nie niosłem do domu. Szukałem najbliższego zaułka. Bałem się że nie dojdę bez wypicia. Gdy w końcu zamknąłem za sobą drzwi i miałem zrobiony zapas,  uspokajałem się. Lewitowałem. Kilka łyków gorzały i kilka minut snu… Kilka kolejnych… i godzina snu…. Papieros i kilka łyków…. znowu sen… sraczka… papieros… kilka łyków… sen… i lęk… oto mija kolejny dzień i nadchodzi noc… czy zasnę ? Czy do jutra mi przejdzie ? Marzenie by się ocknąć.. By zatrzymać ciąg…. by to przerwać i potem już nigdy… już nigdy się nie napiję…. do następnego razu…  Gdy tak patrzę na tych ludzi, kupujących złudzenia o poranku… wszystko to wraca. Szkoda mi ich… Czasami się na nich złoszczę…. Czasami im współczuję… Czasami jak skończony idiota zazdroszczę… pozorów wolności… Gdy wyszedłem ze sklepu i wsiadłem do samochodu, wszystko prysnęło. Nabrałem głębiej powietrza… To nie moje życie… Nie chcę już do tego wracać.

Pozdrawiam

Michał

Spread the love
  • 6
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  
    6
    Udostępnienia

3 komentarze

  • Bartek.

    Październik 1, 2018 at 9:15 pm Odpowiedz

    miałem w głowie jak to czytałem jedną niedzielę którą bardzo zapamiętłem ,oj emocje mnie pokopały. Piszesz Michał wspaniale. Pozdrawiam, 24 h. Jestem alkoholikiem,na imie mam Bartek.

  • Sławek

    Październik 6, 2018 at 9:05 am Odpowiedz

    Jakie Ty masz Michał lekkie pióro. Pozdrawiam w ten sobotni poranek, Sławek, alkoholik.

  • Krystyna

    Listopad 30, 2018 at 10:25 pm Odpowiedz

    Rzadko kiedy można natrafić na wpisy dotyczące uzależnień, które są pisane prosto z serca. Uważam, że dobrze się to czyta i pozwala uświadomić, nawet przeciętnego Kowalskiego o tym, że dużo alkoholików wokół nas jest. Dorzucę od siebie 3 grosze, ponieważ terapia uzależnień, której byłam uczestnikiem dała mi mega dużo przykładów, gdzie ludzie nie potrafią się kontrolować i biorą tylko ten jeden łyk będąc pasażerem komunikacji miejskiej. Oczywiście są to dramatyczne sytuacje i w ogóle nie powinno tak być, ale jak człowiek jest uzależniony to zrobi wszystko, aby zaspokoić swój głód. Nawet ten sklep spożywczy, który przytaczasz, jest właśnie miejscem, gdzie możemy spotkać na pozór zwykłych ludzi, ale skrywających drugą stronę, o której niekoniecznie wspominają swoim znajomym. Pozdrawiam!

Post a Comment