Bezsilność

Co to znaczy uznać bezsilność wobec alkoholu ? Jest taki krok w AA… Mówi się o tym na terapii… Ja słyszałem, by nie stawać w szranki z alkoholem, bo zawsze przegram. Słyszałem porównania do wchodzenia na ring z zawodowym bokserem… Ucieknij, by nie dać się znokautować… Słyszałem też, by uznać swoją bezradność i bezskuteczność samotnej walki i by zwrócić się o pomoc do tych, którzy wiedzą jak z alkoholem postępować, by nie pić…. Tak, tak i tak… To wszystko prawda i ma to sens, lecz ja chciałbym zgłębić to zagadnienie.

” Miałem zły dzień w pracy z zapytałem siebie na głos: Dlaczego ja ?… Kolega odwrócił się do mnie i zapytał: A dlaczego nie ty ?… To dało mi do myślenia…

Minione dwa tygodnie były dla mnie bardzo trudne. Chciałem pozałatwiać wiele spraw, które zalegały mi zarówno na półkach jak i w głowie. Uff udało się i przyszedł czas oczekiwania na profity…. i nagle odmowa z jednej strony, z drugiej strony, z trzeciej… i kolejnej… mają wakacje, urlopy, odpoczywają, nie chcą płacić. Jeden człowiek był na tyle bezczelny, że gdy upomniałem się o umówioną wcześniej płatność zwyczajnie mnie opieprzył… Trzy instytucje – państwowi zdziercy zalegają mi też nie małe kwoty i też się nie kwapią… W portfelu zaświeciło dno, konta zostały ogołocone na debet i tego samego dnia dwie wiadomości… choroba dziecka i żony. Obie poważne… bardzo poważne. Mieszanina smutku i żalu zaczynała wrzeć. Wiedziałem, że trzeba to przerwać. Odłożyłem na bok zajęcia i spojrzałem na kartkę z modlitwą o pogodę ducha, przyklejoną na okapie w warsztacie. Potem pierwsze wersy desideraty Ehermana i decyzja, by się oderwać. Położyć się spać. Robisz co możesz, nie masz sobie nic do zarzucenia i nie masz wpływu na tą sytuację ? Wymamrotałem pod nosem.

Serce biło mi mocno, gdy rzuciłem się na łóżko. Przez myśl przeszło mi, że to nie jest sprawiedliwe… i roześmiałem się… Szukasz sprawiedliwości w życiu ? W świecie ? Co nazywasz sprawiedliwością  ? Czy sprawiedliwym byłoby według ciebie, gdyby wszyscy zapłacili na czas, a badania bliskich wykazały że wszystko jest ok ? Ogarnął mnie spokój… Zasnąłem na chwilę…. Gdy się zbudziłem, czułem że ogarnia mnie coraz głębszy smutek. Cholerna depresja czai się za każdym ciężkim dniem i niepowodzeniem. Postawiłem sobie kolejne pytanie. Czy gdy zacznę panikować, złościć się, żalić… czy to poprawi moją sytuację ? Nie… nie poprawi w żaden sposób…. To dlaczego taki schemat działania włącza się i mi i tak wielu osobom uzależnionym ?  Na terapii nazywają to nałogową regulacją uczuć. Nie łatwo pojąć o co chodzi, więc rozwinę. Uzależniony, nawet pomimo świadomości problemu, dąży do tego by się napić. Nie świadomie. Nie trzyma w domu wódki, nie chodzi po zakrapianych imprezach, nie przesiaduje w barach „na soczku”… Nie tak…. Dąży do picia nieświadomie, regulując swoje myśli i uczucia w taki sposób, by zadać sobie możliwie duży ból. I nie chce tego przerywać. Chce się pławić w tym bólu, w tym smutku, złości, żalu, bezradności, poczuciu krzywdy… Tylko po co ? Po to by na końcu dojść do prostego wniosku – bez alkoholu nie dam rady tego znieść. Muszę się napić, bo zwariuję….

Za dobrze znam ten sposób myślenia, kierowania strumieniem uczuć tak, by stracić nadzieję, by poczuć, że nie ma innego rozwiązania, jak naćpanie się wódką czy innym syfem. Pomyślałem więc o swoim życiu jako o całości a nie tym jednym dniu i coś mnie uderzyło… Porażki zostawiają wyraźne blizny a sukcesy mi się rozmywają. Doszedłem do wniosku, że nie cieszę się właściwie z tego co mam, nie doceniam tego. Z uporem maniaka zaś pielęgnuję wszelkie krzywdy, jakich doznałem. Przyszła pora by coś sobie przemyśleć poważnie. Przecież gdybym tak podsumował swoje osiągnięcia na czterdzieste urodziny, to spełniła się większość z moich marzeń. To jedno… Drugie zaś, to całkowicie pozbawiona sensu walka z rzeczywistością. Jeśli wchodzę w pokrzywy i zaczynam się w nich miotać, to poparzę się jeszcze bardziej. Skoro wyniki badań są takie a nie inne, to moje narzekanie tego nie zmieni.

Poczułem jak wraca mi spokój. Zrobię co w mojej mocy i tyle. Nic więcej. Nie stać mnie na skrajnie nieprzyjemne uczucia. Nie mam siły, by hodować w sobie nienawiść do własnego losu. Wobec zdarzeń losowych trzeba uznać swoją niemoc. Nie zaczaruję przecież przeszłości, żadnymi przekleństwami i żalem. Postanowiłem przełamać nastrój i wyjść na trening. Nie założyłem sobie celu…. Biec… Tyle ile dam radę… Nie za wszelką cenę. Nie z językiem na brodzie…

Było to niezwykłe doświadczenie. Po 200 metrach poczułem na twarzy pierwsze krople deszczu. Jeszcze błysnęła mi myśl by zawrócić, ale nie… Nie poddam się. Ruszyłem szybciej, by po kilku minutach być całkowicie mokrym. Chyba szczerzyłem zęby w uśmiechu…. Podobało mi się…. Mijały minuty i kilometry. W płucach pojawiła się swoboda, nogi niosły fajnie, serce trzymałem w rytmie poniżej 140, by nie spalać glikogenu a zbędny tłuszcz. To też rytm pozwalający na produkcję endorfin…

Zleciało ponad siedem km, gdy zatrzymałem się pod domem. Nie mogę powiedzieć, że byłem w tamtym momencie szczęśliwy, ale ogarnął mnie spokój. Poczułem, że nie mam potrzeby kłócenia się z tym co mnie i moich bliskich spotyka. Trzeba podołać wyzwaniom i tyle. Jeśli nie uda się ze wszystkiego wyjść obronną ręką to trudno. Nigdzie nie jest powiedziane, że ma być super, pięknie i kolorowo przez cały czas.

Trzymajcie się.

Michał

PS.  Ponoć wielkość człowieka poznaje się po rzeczach, które są w stanie wyprowadzić go z równowagi….  🙂

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  

3 komentarze

  • Katya

    Lipiec 23, 2018 at 7:07 am Odpowiedz

    Drogi Michale, czytam Twoj blog od dawna. Zaczelam 3 miesiące temu, gdy moj chłopak uzależniony od alkoholu, znow złamał dane slowo. Koniec naszego, z jednej strony cudownego a z drugiej-
    okupionego wieloma łzami, związku, zbiegł się w czasie z tym ze trafilam na blog Walczącego alkoholika. Zaczelam go czytac od historycznie pierwszego wpisu. Po co? Aby zrozumieć mojego chłopaka i mechanizmy nim kierujące. Codziennie czytalam kilka Twoich postów, coraz lepiej rozumiejąc to, co dla zdrowego człowieka jest kompletnie irracjonalne (od cierpnienia fizycznego będącego skutkiem wypicia morza piwa po przekreslanie cudownej, choc trzezwej przyszłości u boku kochanej i kochającej kobiety). Teraz juz wiem wiecej, dzieki Tobie. I mimo, że swojej decyzji juz nie zmienie, to chcialabym podsunąc jemu i wszystkim osobom, które dzieki Twoim wpisom zdiagnozowalam jako mające olbrzymi problem z alko. Niestety od 2 dni blog walczacyalkoholik nie działa. Czy jest szansa, aby gdzies znalezc te historyczne wpisy? Wiem, że one stanowią pewien balast dla Ciebie, ale jednocześnie sa skarbnicą wiedzy dla osób uzależnionych i wspoluzaleznionych. Daj proszę znac, czy i gdzie bedzie mozna przeczytać Twoje archiwalne przemyslenia?
    Jednocześnie życzę Tobie i Twoim bliskim wiele sił. Moze zabrzmi to dziwnie ale masz to szczescie, że juz wiesz z czym się mierzysz. Nie ustawaj! Pomyslnosci

    • Angelus Reprobi

      Lipiec 31, 2018 at 3:51 pm Odpowiedz

      Witaj… Blog nie działa ponieważ nie opłaciłem domeny 🙂 Tak stare wpisy znajdą się tutaj w archiwum. Jestem na urlopie teraz więc słabo z czasem troszkę ale wieczorem postaram się to zrobić.

  • Inka

    Lipiec 26, 2018 at 6:18 pm Odpowiedz

    Nie możemy zapominać kim jesteśmy. Możemy zamykać pewne etapy ale one zawsze będą częścią naszego życia. Wypadek, śmierć, wiezienie, choroba. To ja wczoraj, dziś to dziś a jutro postaram się.

Post a Comment