Nowe rozdanie…

Zagalopowałem się i to ostro. To, co wyprawia umysł osoby uzależnionej przyprawia mnie już czasami o ciarki. Nie będę owijał – niemal zawaliłem 3 lata pracy. Mówi się, że głodu alkoholowego nie ma a jedynie mamy niezaspokojone potrzeby… Cały czas wiedziałem o tym, cały czas sobie to powtarzałem, lecz zaniedbałem się mimo to. Praca po 12 a nawet 16 godzin dziennie, 4-6 godzin snu. Posiłki nieregularne, cała masa rozpoczętych i niezakończonych spraw i chaos w prowadzonych projektach. Praca z uzależnionymi i współuzależnionymi przeniosła się pod mój dach. Zacząłem myśleć jak terapeuta bez końca. W wypowiedziach członków rodziny, w wypowiedziach przyjaciół, znajomych a nawet kasjerki w sklepie wyłapywałem błędy logiczne, nieracjonalne i nałogowe myślenie… No dobrze – niby zacząłem rozumieć lepiej ludzi, lecz ja poszedłem o krok za daleko – komentowałem. Jakbym odruchowo chciał w ludziach to gasić. Terapia wdarła mi się do domu i do relacji ze znajomymi… a ludzie nie lubią, gdy zwraca się uwagę na błędy… Efekt – znajomi zaczęli wyraźnie się odsuwać…  Moja żona mi ostatnio warknęła wręcz, że przestała widzieć we mnie mężczyznę a ciągle widziała terapeutę, który żyje sprawami innych.  Warsztat, prowadzenie zajęć, i godziny rozmów na Facebooku z osobami potrzebującymi pomocy… odjechałem…  Gdy więc, w tym całym zmęczeniu i zamieszaniu pojawił się poważniejszy kryzys w życiu osobistym… załamałem się. Czułem złość, lęk, zawód i głód, jakiego nie pamiętam z czasów picia nawet. Znalazłem się na krawędzi powrotu do regularnego picia. Mogę powiedzieć śmiało, że wbiegłem w ścianę i poturbowałem się mocno. Zadzierałem nosa ignorując właściwe proporcje praca/odpoczynek/sen. Z programu HALT właściwie olałem wszystko. Chodziłem nie raz głodny, złościłem się na wiele niedokończonych spraw, swoim zachowaniem pozbawiłem się stopniowo towarzystwa własnej rodziny a o zmęczeniu już nawet nie wspomnę. Trwało to bardzo długo i w pewien sposób przywykłem do takiej sytuacji, ale najgorsze jest to, że poczułem się pewnie i przeciągałem tą sytuację, zamiast reagować. Moja żona też zrobiła przy tym duży błąd. Zamiast zdobyć się na szczerość i wytknąć mi błędy, odsuwała się coraz dalej… Pozbawiła mnie wiary w sens mojej pracy… nie wspominając już o kontaktach intymnych… W końcu doszło do awantury. Nie takiej pijackiej, bez krzyku, bez bicia, ale jednak…  W pewnym momencie poczułem jakby mi dała w twarz i przyprawiła rogi na raz. Nie mam ochoty wchodzić w szczegóły publicznie, ale wiem jaki mechanizm zadziałał. Bała się odezwać i powiedzieć otwarcie co jej się nie podoba, a zamiast tego się odsunęła ode mnie. Jako, że łaziłem po domu jakbym wszelkie rozumy pozjadał, nie próbowała nawet wchodzić w dyskusje. Ja zaś widziałem w niej wyłącznie jej problemy i złościłem się na nią, że nic z nimi nie robi. Tak – ona też ma swoje kawałki, które psują relacje między nami i wiem, że powinna podjąć stosowne leczenie, ale zapomniałem o pewnej złotej zasadzie : Chcesz zmienić swój świat ? Zacznij od siebie… Problemy Ewy są bardzo poważne i nie chodzi wyłącznie o kwestie współuzależnienia, ale nie będę tutaj pisał o niej – chcę przeżyć jeszcze kilka lat w spokoju. Problem jest na tyle poważny, że jeśli nie zrobi ruchu w stronę leczenia, to nigdy w naszym domu nie zagości trwały ład i spokój. Oboje z nią zrobiliśmy karygodny błąd. Doszliśmy do pewnego, wydawałoby się bezpiecznego etapu rozwoju i zatrzymaliśmy się. Ja poczułem się bezpiecznie, ona poczuła się bezpiecznie i uznaliśmy że jest dobrze. Pewne sprawy jednak były i są dalekie od tego. Nasze wspólne życie nadal jest rozbujaną huśtawką emocji, lęku i barier, wydających się nie do przejścia. Mi udało się odnieść pewien sukces, przedstawiając Ewie podstawy terapii RET. Co z tego wynikło ? A tyle, że jej zaburzenia są bardzo poważne i wymagają interwencji specjalisty. Ja po tych ostatnich przeżyciach usiadłem na tyłku i rozejrzałem się wokół siebie. Mam w rodzinie swojej i żony osoby uzależnione, współuzależnione, DDA, osoby cierpiące na nerwicę, depresję i wiele innych zaburzeń. Ta moja „misja ratowania świata” rozlała się wokół i … zaczął robić się smród. Kiedyś za plecami usłyszałem – kiedyś pił i miał wszystko gdzieś, a teraz kazania prawi… Jakoś mnie to nie zraziło wtedy (rok temu) ale zacząłem odczuwać dystans. Przychodzę na ognisko – śmiechy milkną… Wchodzę w pijące towarzystwo – ludzie się usztywniają. Zacząłem być odpychany i w pewnym czasie poczułem się samotny wśród ludzi, na których mi bardzo zależy. Z jednej strony płynęły komplementy, że to co zrobiłem ze sobą jest czymś dużym a z drugiej strony czułem się często jak – weź idź stąd. No cóż – zasłużyłem sobie. Praca w terapii uzależnień nie powinna przenosić się po za pracę z pacjentami a ja sobie tych pacjentów czasami na siłę szukałem. Pewnie, że nie miałem złych intencji. Chciałem pomóc, wyprowadzić z  błędu, ale zapominałem ciągle o kluczowej sprawie. Nie da się pomóc nikomu, kto tego nie chce. Jakie wyciągnąłem wnioski z tego wszystkiego. Kończę definitywnie z poradami internetowymi, mailowaniem, rozmowami na FB dotyczącymi spraw terapii. Nie mogę dłużej żyć w ten sposób – nie potrafię. Usunąłem ze znajomych na FB ponad 200 osób. Wybaczcie, ale musiałem to zrobić. Kiedy otwierałem FB wiecznie czekało na mnie sto problemów obcych ludzi. Prowadziłem po kilka rozmów na raz. Dwoiłem się, troiłem i zamęczyłem sam siebie. Prawie zabiłem w sobie chęć niesienia pomocy innym. Chodziłem po domu i opowiadałem o problemach z jakimi się mierzę… Brakło mi czasu na życie… na normalne życie. Od teraz, poradami dotyczącymi nałogów zajmuję się wyłącznie w ramach pracy w ośrodku w Hoczwi. Przepraszam wszystkie zawiedzione osoby, lecz musiałem podjąć taką decyzję, by ratować siebie i swoją rodzinę.  Zapraszam więc do Hoczwi – nie będziecie zawiedzeni. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Michał

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  

4 komentarze

  • ~sonia

    Lipiec 13, 2017 at 7:22 pm Odpowiedz

    Gdybym była na miejscu twojej żony dała bym Ci w twarz za ten wpis publiczny!!!
    A wiesz dlaczego z własnej winy o mało nie zapiles – niedbalstwem a wywyszaniem się ze wszystko wiesz tymi madrosciami co robic żeby nie zapic i takie tam.. ciągle we wpisach swoich piszesz mnóstwo pracuje przeginam nie śpię jak powinienem – ciągle biedaku tylko pracujesz..
    A jak masz sytuację ze jesteś już o krok zwalasz winę na żonę zawsze to robisz… sory ale ja się dziwię ze jeszcze jesteście małżeństwem… ze ona z Tobą wytrzymuje…
    A i jeszcze jedno jak łatwo zwalić winę na kogoś.

    • Michał

      Lipiec 23, 2017 at 8:59 am Odpowiedz

      Droga Soniu. Sączysz jad aż kapie. Łatwo jest oskarżyć kogoś, nie znając sytuacji… Z Twojej reakcji wnioskuję, że masz poważne problemy emocjonalne… być może jakiś facet bardzo Cię skrzywdził.. ale to nie moja sprawa. Moja żona czytała mój wpis. Omówiliśmy sprawę… Żadne z nas nie jest bez winy… tak to wygląda i tyle… A czy ja się mądrzę ? Piszę co wiem i na co mam ochotę… To moja autoterapia a nie książka naukowa – jak przestać pić… Chyba zapomniałaś o tym…

  • ~Ola

    Lipiec 20, 2017 at 10:23 am Odpowiedz

    Najtrudniejsze w tym wszystkim jest właśnie wyznaczyć sobie granice. Tak samo jak granica między piciem zwyczajnym, a uzależnieniem jest bardzo cienka, tak samo w pomaganiu można bardzo łatwo przesadzić. Ale może to było właśnie uzależnienie od pomocy innym było dla Ciebie zastępcze wobec alkoholu i musiałeś przez to przejść, a teraz będzie Ci łatwiej żyć bez tego. Może taka nałogowa pomoc stanowiła pomost między uzależnieniem a normalnością. Powodzenia w dalszej walce!:)

    • Michał

      Lipiec 23, 2017 at 8:41 am Odpowiedz

      Tak. Postawić granice jest trudno. Ja poszedłem za daleko. Odpalając FB miałem kilkadziesiąt pytań i nie potrafiłem już z tym nadążyć. Doszło do tego, że zacząłem unikać mediów społecznościowych i z lękiem wchodziłem na skrzynkę mailową. Zastopowałem to, natomiast nadal pracuję z pacjentami ośrodka w Hoczwi i nie zrezygnuję z tego. Uwielbiam tą pracę.

Post a Comment