Po trzech latach bez alkoholu…

Czterdzieści lat minęło… jak jeden dzień… zaśpiewałem rano żonie 🙂 Jej czterdzieści a mi trzy… Dzieciak ze mnie nie ? Tak… trzy lata temu, w urodziny Ewy dopiłem ostatnie piwo i postanowiłem wywrócić swoje życie do góry nogami… Tak myślałem wtedy a dzisiaj się śmieję 🙂 bo ono wówczas było do góry nogami a teraz powolutku wraca do normalności. Pracując z ludźmi uzależnionymi często powtarzam – nie porównujcie się do innych a tylko do siebie. Kim byłem – kim jestem. Pora na podsumowanie trzech lat pracy.

Trzy lata temu. W głowie flaki z olejem i licznymi domieszkami – frustracji, niskiej samooceny, złości, żalu, rezygnacji… Myśli samobójcze z pragnieniem natychmiastowej realizacji sprawiały mi ulgę. Rozpacz była potwornie rozrośnięta. Przysłaniała cały świat i wyciskała litry łez… Niemoc. Była przerażająca. Czułem, że jestem bliski rezygnacji. Rezygnacji z siebie. Rodzina już właściwie mnie nie chciała. Ewa powiedziała mi dobitnie i nie przebierając w słowach, żebym się wyniósł z jej życia. Odwiedziła psychologa z córką, by przygotować małą na rozwód… Życie rodzinne miało się dla mnie definitywnie zakończyć. W mojej głowie tworzyły się dziesiątki scenariuszy i  wszystkie miały finał w trumnie. Wszystkie prócz jednego…  Finansowo właściwie mnie nie było. Przepiłem reputację, renomę firmy a z tym klientów… więc nie ma o czym mówić. Zdrowie fizyczne… heh no żyłem, chodziłem, mówiłem i tyle dobrego mogę o nim powiedzieć. Wątroba spuchnięta, nudności, biegunka, zawroty głowy i to uczucie… zaraz umrę… Byłem słaby. Wyjście do sklepu było wyzwaniem, niemal wyprawą w nieznane… Zastanawiałem się czy wrócę… Bałem się niesamowicie… Kilkadziesiąt metrów pieszo i byłem mokry od potu… Lał się ze mnie… nawet nie kapał a lał się, ściekając po twarzy, plecach… po całym ciele… gdy wracałem, musiałem się przebrać, bo koszulkę można było wykręcać jak szmatę… Dni jakoś mijały… normalnie rozmawiałem tylko z kilkoma osobami… Dwoma, trzema… Reszta nie chciała, nie wierzyła, skreśliła mnie. Chaos… ból… pragnienie normalności, spokoju, zrozumienia… Już nie chciałem być nikim wielkim. Już nie chciałem imponować, brylować na imprezach, zabawiać towarzystwa. Chciałem spokoju… Byłem wrakiem. Nic nie zostało z ideałów, marzeń, planów. Zrozumiałem, że wyjścia są dwa – trzeźwość albo śmierć. Nic po środku. Zero lub jeden.

Drogę do miejsca, w którym jestem znacie z bloga, nie będę więc wchodził w szczegóły. W każdym razie łatwo nie było. Powrót na terapię i pokora. Już nie było miejsca na żarty i eksperymenty. Trzeba było się poddać. Odpuściłem marzenia o piciu kontrolowanym, schowałem dumę do kieszeni i postanowiłem, że zrobię wszystko co mi zalecą terapeuci. Byle odzyskać zdrowie, byle uratować rodzinę… Rodzina to ja… wiedziałem o tym i czułem, że bez nich zginę…

Ciężko było. Jeszcze po roku mawiałem, że mam kaca… Niszczony latami beztroski organizm nie chciał wrócić na właściwe tory. Głód usiłował mnie pokonać setki razy. Miotałem się ale ostatecznie nie dałem nigdy za wygraną. Złożyła się na to praca wielu osób… i moja własna. Dziękuję kochani. Nigdy Wam nie zapomnę tego, co dla mnie zrobiliście. Jesteście wielcy.

Pora przejść do siebie dzisiaj.

Jestem stabilniejszy, silniejszy i bardziej opanowany. Czuję… Nareszcie czuję. Wróciły uczucia ! Kocham, pragnę, marzę, raduję się, smucę, czasami płaczę… Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce 🙂 Pracuję nad sobą i pracuję nad trzeźwieniem pacjentów w Hoczwi. Czasami żartuję, że naprawiałem już silniki, motocykle, łódki, sprzęt stereo i wiele innych, ale czy może być coś piękniejszego od naprawiania ludzi ? 🙂 Lubię to robić. Nie męczy mnie to bardzo a daje wielkie pokłady satysfakcji, motywacji i wiary w to, że mam tutaj jeszcze coś naprawdę dużego do zrobienia. Psychicznie i emocjonalnie idę w górę cały czas, choć nie bez wpadek. Niedawno ktoś bardzo mi bliski podupadł na zdrowiu. Wstrząsnęło to mną bardzo. Toczyłem boje z nią i z samym sobą. Przekonałem się, jak trudno jest pomóc, gdy jest opór, upór, depresja i cała mieszanka uczuć. Zderzyłem się z tym, jak maluch z czołgiem…  i musiałem lizać rany… ale i to świetna szkoła na przyszłość… na wnioski jeszcze czas… Pospawam grubszą ramę i wsadzę klatkę bezpieczeństwa zanim znów spróbuję pomóc komuś bliskiemu… ale się nie poddam, póki będę miał argumenty w głowie i sercu. Czasami trzeba najwyraźniej dać się  poobijać, żeby się wzmocnić, choć tym razem sam prawie popłynąłem a ze zmęczenia kilka razy byłem bliski omdlenia… W każdym razie miałem wielką i bolesną lekcję pokory. Kurde odchodzę od tematu… jak zwykle… Co do mnie… Odzyskałem wiarę w sens swojego istnienia. Pokochałem życie, pokochałem świat. Nie czuję przymusu by go za wszelką cenę zmieniać. Tu coś sobie poprawię, tu coś sprzątnę, tam przestawię 🙂 Ot by żyło mi się ciut wygodniej, weselej i spokojniej… Głód alkoholowy powolutku odchodzi do lamusa. Coraz rzadziej śnię o piciu i coraz rzadziej w ogóle myślę o tym, że alkohol czeka na sklepowych półkach. Kiedy mnie dopadnie głód wzruszam ramionami i śmieję się pod nosem – „po co?” Na prowadzonych zajęciach często słyszę jak pacjenci marzą o jednym jedynym kieliszku dziennie i śmieję się mówiąc – co wam da ten jeden, skoro potrzebowaliście litrów ? Ja alkohol odpuściłem… Dotarło do mnie, że nigdy go nie potrzebowałem. Zabrał mi większość dorosłego życia. Nie pozwolił dojrzeć, pozakładał mi setki masek, pod którymi kryłem to, kim naprawdę chciałem być. Zdzieram je… jedną po drugiej i mój świat zaczyna nabierać prawdziwych kształtów…

Fizycznie poszybowałem w górę. Jestem silnym facetem. Daleko mi kondycją do sportowców – nawet amatorów, ale progres jest duży. Przyspieszyłoby go na pewno rzucenie palenia, lecz nie czuję się jeszcze na to gotowy.  Finansowo jest mi i mojej rodzinie coraz lepiej. Jeszcze nie jest to stabilne i pokrywa bieżące wydatki, ale coraz rzadziej brakuje, więc postęp jest 🙂

Na koniec to co najważniejsze – ludzie. Wow… tak można to ująć jednym słowem.  Co raz to poznaję kogoś ciekawego… Na każdym kroku spotykam się z normalnym, zdrowym przyjęciem… lecz nie o to wyłącznie chodzi… Odzyskałem rodzinę ! i wiele dawnych znajomości. Oni znów we mnie uwierzyli. Na powrót jestem głową rodziny. To jest wielkie szczęście… gdy moi bliscy mogą na mnie polegać. Przestali mnie sprawdzać, kontrolować…. są ze mną szczerzy. Nie obawiają się już, że jakieś słowo mi się nie spodoba i da mi pratekst do zapicia. W domu jest normalnie. Nie ma przesadnej radości ani wielkich smutków. Życie toczy się tutaj zwyczajnie…  i niech tak zostanie 🙂 Odzyskałem i zawarłem wiele ciekawych znajomości… Nie spodziewałem się tego, bo to przecież alkohol obiecywał, że będę duszą towarzystwa i będę miał setki przyjaciół… Heh jest też pewien aspekt, który mnie czasami osłabia i cieszy za razem. Ludzie dzwonią do mnie prosząc o zrobienie czegoś dla nich…  Czy to z geodezji, czy RTV, czy czegoś jeszcze innego…. Kiedyś mój telefon prawie cały czas milczał a teraz 🙂 Ciągle ktoś, coś… No i z jednej strony się cieszę, bo to znaczy, że moje zdolności są zauważane i doceniane a z drugiej strony… brakuje mi czasu. Bardzo często jadę na skrajnym zmęczeniu. Do tego stopnia, że w samochodzie zasypiam zaraz po zapięciu pasów a w domu z talerzem w ręce, czy laptopem na brzuchu. Zrozumiałem, że czas zwolnić.

Podsumowując te trzy lata – jest pięknie, ale to nie koniec. Wiele jeszcze muszę przepracować, by ułożyć sobie życi0e bez nałogów.  Różnica pomiędzy wtedy a teraz jest ogromna… zwyczajnie przepaść, lecz to dopiero początek drogi. Jest coraz łatwiej. Jest coraz przyjemniej. Jest już świadomość, że alkoholu nigdy nie potrzebowałem a jedynie wmówiłem to sobie. Jako człowiekowi nic mi nie brakuje. Mam dwie ręce, nogi i całą resztę… W lodówce jest coś, do jedzenia a na głowę nie leje się woda… za to jest w kranie i to już jest luksus, którego nie ma spora część ludzi na świecie. Otaczam się wspaniałymi ludźmi, których nie poznałbym, gdybym nie zaczął trzeźwieć. Co mogę to daję z siebie ale też od nich czerpię garściami….  Motywację, zrozumienie i wiele więcej… Ludzie są motorem trzeźwienia. Samemu tego bym nie dokonał. W tym miejscu chciałbym podziękować kilku osobom, które nie pozwoliły mi upaść i przywróciły wiarę w sens życia.

Ania – bezinteresownie umówiła mnie i zaprowadziła na terapię, po tym jak pijany zapomniałem wykonać złożone przez nią zlecenie. Iwona i Asia za wbicie do głowy podstaw, bez których cały proces leczenia nie miałbym prawa się rozpocząć. Anecie, za terapię racjonalnego myślenia. Proste słowa, nie raz twarde i ostre nie pozwoliły mi stracić wiary w sens życia. Eli za przyjacielskie wsparcie – bezinteresowne i szczere. Markowi – za uratowanie mi życia podczas walki z nowotworem. Ewie za całe lata zaangażowania w mój proces leczenia i wielki wysiłek, jaki włożyła w moją osobę. Wackowi i Mirze – za bycie Wackiem i Mirą 🙂 a na serio, to  przywróciliście mi wiarę w ludzkość, nie mówiąc już o tym, czego dokonujecie dla innych. Jesteście wielcy !  Dziękuję też mojej rodzinie… za to że wytrwaliście przy mnie i daliście mi szansę… Dziękuję z całego serca.  Mógłbym tutaj wymieniać bardzo długo ludzi, którzy mieli wpływ na to co stało się ze mną w minionych trzech latach… i to jest piękne… Dzięki !

 

Jeśli potrzebujecie pomocy zapraszam do ośrodka w Hoczwi .

Tam poznamy się osobiście podczas zajęć.

Raz jeszcze dzięki !

Michał

 

Spread the love
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •   
  •   
  •   
  •   
  •  
  •  

3 komentarze

  • ~Zdzisław

    Maj 28, 2017 at 1:47 pm Odpowiedz

    Cześć Michał .
    Niby nic nowego czego bym już nie słyszał od innych alkoholików nie napisałeś . Ale jest w tobie coś , co innym alkoholikom jest tak bardzo potrzebne . Potwierdzenie , żywy dowód że „da się ” ! Że to co mówią terapeuci , niepijący alkoholicy , literatura to jest PRAWDA ! Do tego potrzebna jest wiara w powodzenie , w samego siebie , w swoje możliwości zniesienia bólu na początku , wiara w możliwość powrotu do życia wśród najbliższych .
    Mnie w końcu Lutego minęło dwa lata w niepiciu . Ale zrobiłem spore postępy w postępie zmian siebie samego . Nie zmieniałem żony ani dzieci . Uparcie i konsekwentnie analizowałem moje reakcje na rzeczywistość i coraz skuteczniej je modyfikowałem . Dzięki innym alkoholikom . Także i Ciebie .
    Pozdrawiam serdecznie i życzę pogody ducha .
    Zdzisław . Stary Sybaryta .

  • ~Martyna

    Czerwiec 5, 2017 at 11:44 pm Odpowiedz

    Piękny wpis! Popłakałam się. Szkoda, ze tylko nieliczni chcą odzyskać wszystko to, co Ty małymi krokami zbudowałeś w swoim „nowym” życiu!. Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy. Żadne książki nie dostarczyły mi tak dużej wiedzy jak ten blog. Bardzo ciężka i długa droga. Bliska mi osoba nawet etapu „startu” dobrze i świadomie nie rozpoczęła. Nie żyje już nadzieja….Pokazałeś ze można wygrać, ze nie ma takiego bagna z którego nie da się wyjść! Życzę Ci wspaniałej drogi do everestow marzeń i cudownych ludzi na niej. Spokój i normalność- piękny prezent żonie zrobiłeś!

  • ~Irena

    Czerwiec 10, 2017 at 10:04 pm Odpowiedz

    Piękne słowa. Jesteś wspaniałym facetem. Mój niestety nic nie rozumie, wciąż pije i to coraz więcej. Jestem na skraju wytrzymałości i w beznadziejnej sytuacji. Życzę ci byś nigdy nie zwątpił w siebie ani w swoją rodzinę.

Post a Comment